*Archiwum*









Created by Me
Only for this blog



























{blog}




12. maja 2014 21:45:00

Time..

 Minęły prawie dwa miesiące od założenia tego bloga...

Czas ucieka. Płynie nieubłaganie, na nikogo nie czeka...

Mnóstwo rzeczy przewineło się przez te kilka tygodni, dużo się zmieniło. D stracił pracę, mój brat został przyjęty na jego miejsce, co do mojej pracy to też stoi pod znakiem zapytania.. staż? tak, ale co dalej?

"Nie mogę Pani nic obiecać"

 

Byliśmy we Wrocławiu - miasto, w którym byłam zaledwie kilka razy, ale które uwielbiam... mnóstwo zieleni, a jednocześnie wszystko w pobliżu, dziesiątki a nawet setki mostów... no i moja chrzestna matka, która mieszka tam odkąd pamiętam.

 

Mój D kupił mi zestaw do robienia paznokci żelowych. Wczoraj pomęczyłam mamę, dziś samą siebie... i choć zajęło mi to wiele godzin i mnóstwo pyłu to jednak ani na chwilę nie straciłam cierpliwości - bo podoba mi się to :) podobnie jak tworzenie biżuterii. Zajmuje to chwilę, ale jaka satysfakcja :)

 

Aniele mój...

 

Mam taką osobę, która była w moim sercu kiedy byłam młoda - pierwsza miłość można rzec - i chyba ciągle w jakiś sposób tam siedzi. Nie miał rodziców - wychowywali go dziadkowie - nie chciał się uczyć, poniewierali nim nawet najlepsi z kolegów... mam słabość do takich ludzi i niewiele trzeba było - pchnęły nas ku sobie moje przyjaciółki. Na krótko, nawet badzo krótko jak teraz na to patrzę. Miałam wtedy 14 lat i po tych 3 miesiącach zbierałam się kolejne 3-4 lata.

Zniknął, znajomi rozsiali się po Polsce, świecie.

Gdzieś, kiedyś zjawił się porozmawiać jak z przyjaciółką. Powiedział o śmierci dziadków, nowej dziewczynie, która nawet chciała z nim zamieszkać, wyjść za niego. O tym jak mu ciężko i jak pomaga mu ciocia. Zaledwie 2-3 godziny rozmowy, a zatrzęsły moim światem, bo potrzebowałam kilku tygodni żeby się pozbierać - coś tam wróciło.

I znowu zniknął.

I nagle pojawił się 2-3 lata temu jako.. bezdomny. Pytał o resztki jedzenia z pizzerii, w której wtedy pracowałam.

I nie chce zejść mi z myśli to, że może gdyby to wtedy inaczej się potoczyło... może byłby dziś gdzie indziej? Może.. to moja wina?

 

I tu z pomocą przychodzi moja Miłość - powiedział, że mam po prostu za dobre serce, i że jeśli on kiedyś znowu się pojawi to spróbujemu mu razem pomóc.

 

 

To jednak prawda, że ludzkie serce powiększa się z każdą kolejną osobą do kochania. Można kochać dziesiątki ludzi, każdego na swój sposób, każdego za co innego albo mimo wszystko...

Miłość wymaga poświęceń... poświęcenia siebie, swoich planów, czasem marzeń, ale... nigdy nie zostawia nas z niczym. Nawet kiedy jest już tak źle, że wydaje się, że gorzej być nie może to jednak zawsze znajdzie się jakaś mały promy nadziei, promyk słońca, światełko w ciemności... Coś czego można się chwycić, coś co pozwala uśmiechać się poprzez łzy...

 

Życie jest dziwne..

 

Całe spędzamy -nawet czasem nieświadomie- ucząc się. Wciąż jest coś nowego co możemy poznać, kazda sekunda, każda chwila wzbogaca nas, daje coś nowego.I niezależnie od tego czy to dobre czy złe, radosne czy smutne -to wciąż doświadczenie i kolejna, nowa nauka...

 

Może i nie jestem taka, jaką chciałbyś abym była
Czasem jestem jestem próżna i potrafię być niemiła
Często zmienna jak pogoda i za bardzo pewna siebie
Ale przecież to nie powód aby dzisiaj stracić ciebie

Wczoraj mi obiecywałeś będę z tobą do końca twych dni
Dzisiaj płaczę świat się śmieje co się z tobą Aniu dzieje

Moje serce krwawi bo mój chłopak się nie zjawił
Stoję sama w sukni białej przed ołtarzem

Obiecuję że po ślubie zmienię w sobie wiele rzeczy
Twoja miłość z moich wad szybko mnie wyleczy
Będę grzeczna jak aniołek zawsze twoja tak jak zechcesz
Niebo ci otworzę wreszcie tylko gdzie ty teraz jesteś...
 Ot tak...



Komentarze (0)

{blog}




17. marca 2014 22:09:00

Even everything is nothing without love

Całe moje życie zależy od miłości, od tego kogo kocham i od tego kto kocha mnie...

Szukałam w chłopakach bezpieczeństwa, podziwu, akceptacji, ale przede wszystkim zainteresowania moją osobą. Szukałam oparcia, ciepła, radości, oderwania od rzeczywistości, od domu, od rodziny, od przyjaciół, znajomych, od obcych... od obcych... bo chciałam żeby ON stał mi się tak bliski, a ja jemu aby wszyscy pozostali byli jak obcy...

Mam dobrych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć... ale moim największym, najbardziej zaufanym i najbliższym przyjacielem jest mój Damian... i choć może z początku uważałam, że ktoś młodszy nie jest dla mnie, że potrzebuję kogoś dojrzalszego od mnie samej to... okazało się, że niekoniecznie, bo przecież on jest dojrzały i w wielu sytuacjach wie lepiej ode mnie co należy zrobić, żeby było dobrze, ale jednocześnie potrafi być tak cudownie beztroski i dziecinny - w dobrym tego słowa znaczeniu - że czuję się przy nim wyłącznie sobą - poważną, radosną, smutną, dziecinną, a czasem zdepresjonowaną czy zdenerwowaną, ale zawsze sobą...

I wybacz mi kochanie ten plagiat, ale muszę, bo tak czuję w tej chwili, ze to wyrazi co teraz czuję...


Prosiłem Boga o wodę,
Dał mi ocean.
Prosiłem Boga o kwiat,
Dał mi ogród.
Prosiłem Boga o drzewo,
Dał mi las.
Prosiłem Boga o przyjaciela,
Dał mi Ciebie.

Nie liczcie na częste zapisy, bo piszę i zawsze pisałam kiedy przyszła mi na to ochota... Nie rzadko są to notki pozbawione sensu czy głębszego dna, ale zawsze gdzieś tak z głębi mnie samej...

Słucham utworu "River flows in you" - Yiruma

moja ulubiona melodia... kiedy tego słucham czuję się jakbym była otoczona silnymi ramionami mojego Skarba i tym wszystkim co do mnie czuje i co myślę, że czuje...

 

Jestem zaręczona, mam 24 lata i niecałe pół roku do ślubu, na który czekałam 5 lat i całe życie... Kilka miesięcy temu skończyłam studia, o których marzyłam całe życie... a kilka tygodni temu dostałam staż w szkole i jestem na dobrej drodze do polubienia tego co zaczęłam robić.. chcę być nauczycielką języka angielskiego.. Powoli do przodu...



Komentarze (0)